Historia Pani Anny

przed
po

Pani Anno, co Panią skłoniło do skorzystania z usług Poradni C O i O ?

Moja koleżanka Marysia. Powiedziała tak: „no chodź Aniu, pójdziemy razem, robi się wiosna. Sprawdzimy, zważymy się… Tam się tylko waży, zbadają nam też strukturę ciała. Nic takiego, a trzeba coś zrobić, żebyśmy wyglądały trochę lepiej”. I tak mnie przyprowadziła (śmiech). I to właśnie od niej po raz pierwszy usłyszałam o Poradni C O i O przy Gdańskiej. Przyznaję, że te namowy trwały dosyć długo, bo zawsze ostrożnie podchodzę do wszelkich badań, ale po którymś razie, dałam się wreszcie przekonać i poszłam z inną z koleżanek – Małgosią . Ale nie chciałam  dać się zbadać, bo uznałam, że może to być szkodliwe.

Małgosia tak mnie błagała, że wreszcie jej uległam i pozwoliłam się zbadać .

I co po badaniu sprawiło, że zdecydowała się Pani zapisać na kurs?

Tutaj też duże znaczenie miała namowa  Marysi. Poza tym prowadzę bardzo aktywny tryb życia, zdarza mi się też występować publicznie. I jedno z takich wystąpień było nagrywane przez lokalną telewizję. Gdy potem się oglądałam, to aż złapałam się za głowę – kamera wyłapała wszystko, każdy brzuszek, każdą niedoskonałość, wszystko było widać jak na dłoni (śmiech). I to jest cały czas do obejrzenia w internecie.  To było w czerwcu. Zobaczyłam te wystające brzuszki i powiedziałam sobie „o nie! Jestem najgrubsza z całego towarzystwa!”. Postanowiłam coś z tym zrobić. Bo przecież jak się wychodzi na scenę, trzeba jakoś wyglądać.

Jasne. A czemu akurat kurs, a nie inna forma odchudzania?

Bo nigdy za bardzo nie umiałam się odżywiać, nie miałam wiedzy na ten temat. I chciałam po prostu dowiedzieć się czegoś konkretnego o tym, jak przygotowywać sobie dobre, zdrowe posiłki.

I co pani ten kurs dał?

Wiedzę – to przede wszystkim!  Bardzo ważne było dla mnie też wsparcie grupowe. Tak, jak zawsze mówi moja koleżanka – to jest taki bodziec, żeby nie było wstydu na tej wadze (śmiech).

Ach tak, cotygodniowe ważenie. Jasne. A co było najtrudniejsze podczas samego kursu?

Na początku to wszystko było trudne. To picie wody na przykład. Jednak  chyba najtrudniejsza była zmiana nawyków żywieniowych. Z racji tego, że prowadzę taki koczowniczy tryb życia, to jednak nie zawsze było prosto stosować się do zaleceń z kursu. Na przykład jest pora posiłków, a ja nie mogę za bardzo się posilić, bo jestem poza domem. Podobnie było z piciem wody. Jak się siedzi w domu, to już swobodniej to szło, było lżej. A w podróży to wiadomo, jak to wygląda.

Oczywiście. A może jest coś, co Panią najbardziej zaskoczyło podczas tej kuracji?

Na przykład zupełnie nie sądziłam, że marchewka może być tak bardzo tucząca . Czy buraki gotowane. Myślałam, że  warzywo  –  to warzywo  i  już  –  samo zdrowie !

A czy teraz, już po skończonym kursie i z perspektywy czasu, czy jest pani zadowolona z osiągniętych rezultatów?

Jak najbardziej. Koleżanki mi mówią, że mi lat ubyło. Z jedną z nich nie widziałam się przez kilka miesięcy i gdy po takiej przerwie się spotkałyśmy, to spojrzała na mnie i mówi: „o matko, 20 lat mniej!”. Z kolei dla mnie najważniejszą zmianą jest to, że już się tak nie męczę, mogę przyspieszyć kroku i nie dostają zadyszki. Mimo że niespecjalnie zmieniałam tryb życia,  nadal to wszystko jest w biegu, to nie jestem już tak zmęczona jak kiedyś. Dawniej mogłam zrobić zakupy w sobotę i byłam tak bardzo zmęczona, że już nie miałam siły na nic. Teraz jest zupełnie inaczej.

 

Zadzwoń i umów się na wizytę!

ul. Zwycięstwa 26C lok.7
15-430 Białystok

792 885 030 | kontakt@poradniadietoterapia.pl